and now the world is asleep...














...how will you ever wake her up when she is deep in her dreams?

27.10.2010 :: 09:17 Komentuj (0)

i r pot





05.10.2010 :: 07:36 Komentuj (2)

05.10.2010 :: 07:24 Komentuj (0)

china part 2.


Plac Tiananmen. najbardziej przygnębiające miejsce w Pekinie.
w zasadzie to miała być tutaj cała seria zdjęć z Pekinu, ale... nie będzie. chyba nie mam w sobie za dużo sympatii do tego miejsca. owszem, gdybym miała mówić o zakazanym mieście czy świątyniach w Pekinie, to musiałabym używać takich słów, jak piękne, niezwykłe, magiczne...etc. ale to każdy widział i może zobaczyć nie wychodząc z domu. Pekin, który ja widziałam, na ulicach, dworcach, w urzędach jest ponury i tak uporządkowany, że aż się rzygać chce. najpiękniejszy Pekin umiera w ciszy w hutongach, sukcesywnie wyburzanych każdego roku.

06.10.2009 :: 21:57 Komentuj (2)

china part 1.

Chengdu. kiedy przekłada się nogę przez próg międzynarodowego lotniska - zatyka wszystko. płuca z powodu temperatury i wilgotności powietrza. wzrok, przez ciągłe zachmurzenie i wrażenie mgły. węch od spalin i uszy od ciągłego hałasu. a jednak to duszne i brzydkie miasto potrafi chwycić za serce. bo sercem tego miasta są ludzie. otwarci i życzliwi, chcący za wszelką cenę skomunikować się po chińsku z nieznającym chińskiego przybyszem. i prawie zawsze się udaje.



wieczorami chyba całe miasto wychodzi na ulice, budynki świecą się jak w Polsce na boże
narodzenie, a zapach tradycyjnych syczuańskich przekąsek roznosi się na każdym kroku.
a trzeba wiedzieć, że kuchnia z Syczuanu bije wszystko na głowe, rzuca na kolana itp, itd. wypala gardło, mózg i wyciska łzy. i nadal smakuje rewelacyjnie. a zresztą. tego sie nie da opisać.

















przy wejściu do najstarszej zabytkowej dzielnicy Chengdu czeka na nas odświeżająca kawa...




cuda malowane płynnym cukrem przy jednej z uliczek Wu Ho Si. ten motyl był mój. zjadłam go. a co.





czasem całkiem jak w bajce.





na Wu Ho Si czas chyba naprawdę się zatrzymał. nikt tak się nie spieszy, zakochane pary spacerują romantycznymi alejkami, przysiadają na drewnianych mostkach, a starzy chińczycy robią masaż uszu. czerwone światło latarni otula ciepłym bezpiecznym światłem. można się zapomnieć...







brakuje mi zdjęć zwykłych ulic, ciasnych, zatłoczonych, pełnych neonów, trochę nieuporządkowanych. wysokich budynków, brudnych szyb, skrzyń z warzywami na ulicy, sprzedawanych mango z kosza, widoku brudnego kanału tuż przed naszym hotelem, drzew z kornikami wydającymi najbardziej ogłuszające odgłosy, jakie kiedykolwiek słyszałam. ludzi przeciskających się przez skrzyżowania, bo tam każdy uważa, że ma takie samo prawo do korzystania z jezdni, jak inni i nikt sie nie zatrzymuje, niezależnie od tego, czy jest zmotoryzowany, czy nie. deptaka, centrum handlowego, dzielnicy tybetańskiej. powietrza i chmur też.



tak naprawdę mam bardzo mało zdjęć. zabrakło mi czasu na wszystko, a najbardziej na uchwycenie tych wszystkich twarzy i miejsc. nie mam zdjęcia Li, który tak bardzo nam pomógł w Chengdu i nas ugościł. nie mam zdjęcia XiaoAn, ani dwójki przyjaciół Li, którzy wieźli nas na lotnisko śpiewając chińskie przeboje z radia.  nie mam byłej dziewczyny Li, ktora studiuje fashion design, a latem pracuje w tajskiej restauracji, tuż obok  'anchor bar'. nie uwieczniłam ani jednego taksówkarza, którzy bez mrugnięcia okiem łamali wszystkie drogowe przepisy na zatłoczonych ulicach Chengdu. nie mam pani jadącej na rowerze z otwartą parasolką, ani dzikiego tłumu skuterów przejeżdżających przez skrzyżowania i wszelkich innych najniezwyklejszych pojazdów pokonujących chińskie ulice. i wielu, wielu innych obrazów które zapamiętałam, a które najlepiej oddają charakter tego miasta. więc mam nadzieję, że nie znikną, a ja kiedyś tam wrócę, żeby je uwiecznić.


10.08.2009 :: 22:53 Komentuj (1)

"...me and my friends like Amsterdam very much..."



Amsterdam taki, jaki mi się ukazał w pewne niedzielne popołudnie. to, co mnie najbardziej uderzyło, to nie architektura, wszechobecne kanały wodne, czy jedno-torowe tramwaje. to ludzie. uśmiechnięci. uprzejmi. witający nieznajomych przyjaznym "hello, how are you".
bo ja się chce, to można.



każdy chce zaparkować pod domem, jedni samochód, drudzy rower, a jeszcze inni łódkę...



...to zdrowo być trochę nienormalnym na jakimś punkcie...




w tą i z powrotem, ludzie.



być może każdy ma jakąś bajkę, do której dąży, krainę za ciepłą szybą, w której chce żyć długo i szczęśliwie...

03.08.2009 :: 21:54 Komentuj (3)